wtorek, 21 stycznia 2014

Ciemność



Nadszedł On rycerz z cienistych stron…
Spotkałam go u piekła bram…
Potępiony człowiek bez dwóch zdań…
Oczy mu mgłom zaszły i ogień zniósł się do góry…
Wyciągnęłam dłoń i zrobiłam wielki ukłon…
Szatan się uśmiechnął i ranił me serce…
Upadłam i krwawiłam tam wieki…
Śmierć nie nadeszła lecz nastały me męki…
Plamy na posadzce i na mych dłoniach urzekły mój wzrok wtedy…
On nie zaznał nigdy biedy…
I NIK! Jej nie miał tyle co ja…
I tak jak Ja nie cierpiał każdego dnia…
Łzy już dawno wyschły i snu nie zaznałam lecz wiecznie w ciemności trwałam…
Wnet znów nadszedł rycerz równie mroczny jak poprzedni…
Ja leżałam na posadzce z krwią na ręce i ze łzami w oczach
,a On ten rycerz z ciemnych stron wcisnął mnie w swe ramiona
On może nie wiedział że zaraz skonam…
I znów skomlenia nadszedł czas…
Teraz znów sama w mroku pogrążona…
Skazana na życie bez radości, miłości, bliskości do końca…
On me serce trzyma w swojej dłoni!
Ja nie dotrwałam do końca pogoni i znów krew spłynęła
Teraz jestem okrutna i nie znam litości…
Tak to jest gdy ktoś kogoś kocha i pragnie bez wzajemności…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz